Propozycja dealu, w którym Iran i USA odblokowują tranzyt przez Cieśninę Ormuz, a negocjacje dotyczące irańskiego programu nuklearnego zostają odłożone na później, spotkała się ze stanowczym „nie” ze strony Waszyngtonu. Logika USA jest prosta: ten konflikt kosztuje ich sporo – politycznie i finansowo – ale jego nadrzędnym celem jest eliminacja zagrożenia nuklearnego. Gdyby teraz odpuścili blokadę, straciliby nie tylko twarz, ale przede wszystkim potężny lewar (wynegocjowaną przewagę) nad Teheranem. Iran mógłby grać na zwłokę, próbując dociągnąć temat do końca kadencji Trumpa lub przynajmniej do jesiennych midterms – a na taki hazard Donald Trump nie może sobie pozwolić.
Cieśnina pozostaje więc zamknięta, a jej otwarcie USA sztywno wiążą z definitywnym końcem atomowych ambicji Iranu. Ten jednak ani myśli o ustępstwach. Obie strony są na kursie kolizyjnym, co dla rynków jest scenariuszem wybitnie problematycznym. Supply shock trwa już dwa miesiące, wycinając z rynku potężny wolumen ropy. Ale to nie wszystko – w globalnej gospodarce zaczyna boleśnie brakować amoniaku, helu oraz gazu ziemnego (LNG). Ogłoszona w weekend akcja konwojowania statków przez amerykańską marynarkę to z perspektywy rynkowej jedynie „plaster na otwartą ranę” – chodzi o ewakuację jednostek uwięzionych w Zatoce Perskiej, którym kończą się zapasy i których załogi mierzą się z kryzysem humanitarnym. Iran zresztą na ten moment blokuje nawet tę opcję.
Fed i EBC w blokach startowych – Europa dociska mocniej
Ostatnie posiedzenie Fed to symboliczne wejście w nową erę. FOMC jest głęboko rozdarty między jastrzębiami, którzy chcą kolejnych hike’ów (podwyżek stóp), a frakcją opowiadającą się za statu quo. Rośnie liczba tzw. dissent votes (głosów odrębnych), co oznacza, że sztucznie utrzymywana jednomyślność odchodzi do lamusa na rzecz starcia konkretnych wizji. To spora nowość dla USA, choć wiele europejskich banków centralnych działa w ten sposób od lat.
Jerome Powell na swoim ostatnim posiedzeniu jako szef nie zdecydował się na ruch na stopach, ale zapowiedział, że zostanie w FOMC jako szeregowy członek do końca mandatu. Nastroje przed przejęciem sterów przez Kevina Warsha są pełne niepewności. Warsh nie ukrywa, że nie jest fanem sztywnego wiązania się tzw. dot plotem (wykresem kropkowym), który wyznacza trajektorię stóp, a potem staje się dla bankierów kulą u nogi. Nie zależy mu też na wymuszonej jednomyślności głosowań.
Zupełnie inną dynamikę widzimy w EBC. Frankfurt wyraźnie zaostrza swoją hawkish rhetoric. Fakt, że przed utrzymaniem stóp pojawiła się wzmianka o debacie nad podwyżką, rynek odczytuje jako jasny sygnał: Europa szykuje się do ataku. Stary Kontynent jest znacznie mocniej wystawiony na ceny paliw, a stopy w strefie euro są wciąż istotnie niższe niż w USA. Wyższe stopy pomogłyby wzmocnić euro, ale EBC musi stąpać ostrożnie, by uniknąć scenariusza stagflacyjnego. Stagflacja mogłaby dobić europejską gospodarkę i podbić nastroje antyunijne, co w wielu krajach grozi politycznym trzęsieniem ziemi i demontażem dotychczasowej sceny politycznej.
PLN podparty fundamentami, ale sentyment jest trudny
Solidne dane z polskiej gospodarki, które spłynęły w zeszłym tygodniu, podreperowały kondycję złotego i wyhamowały osłabienie napędzane przez silnego dolara. Mimo to globalny setup nie sprzyja walutom z regionu CEE (Europy Środkowo Wschodniej). Deficyt ropy i surowców to stały ciężar dla złotego. Choć PLN trzyma się dzielnie, musimy liczyć się z ryzykiem trwałego przebicia poziomu 4,25 na EUR/PLN. Jeśli to nastąpi, a na horyzoncie nie pojawi się nadzieja na odblokowanie Ormuzu, rynek prawdopodobnie przetestuje poprzednie szczyty (high) w okolicach 4,27. Sytuacja pogarsza się z każdym dniem braku dostaw z Zatoki, a obecne „kruche zawieszenie broni” niewiele zmienia. Zmienność pozostaje wysoka, dlatego solidny hedging (zabezpieczenie pozycji) jest obecnie absolutnym fundamentem każdej strategii.