Ten tydzień był na rynkach prawdziwym rollercoasterem. Nadzieję przyniosły rozmowy USA z Iranem prowadzone przy okazji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Iran przedstawił warunki, na jakich jest gotowy przywrócić żeglugę przez cieśninę Ormuz. Największe wątpliwości budzi żądanie odblokowania zamrożonych aktywów. Dla USA byłby to krok trudny do odwrócenia, podczas gdy Iran mógłby stosunkowo łatwo ponownie ograniczyć ruch przez cieśninę. Waszyngton zrezygnowałby więc z ważnej karty przetargowej w zamian za ustępstwo, które nie musi okazać się trwałe.
Część rynku odbiera ofertę Iranu jako próbę wyrwania się spod presji amerykańskiej blokady irańskich portów. Może to być jeden z motywów, ale ostrożnie podchodziłbym do interpretowania tego ruchu jako irańskiej kapitulacji pod presją USA. Iran pokazał, że jest gotów znosić silną presję, a jego przywódcy nie muszą w najbliższym czasie bronić swoich decyzji przy urnach. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w USA, gdzie szybko zbliżają się listopadowe wybory środka kadencji. Tańsza ropa i paliwa byłyby dla administracji dobrym punktem wyjścia do kampanii. Pytanie tylko, czy cena zapłacona Iranowi nie okazałaby się zbyt wysoka.
To skłoniło amerykańską administrację do zastanowienia się, czy części kosztów tańszych paliw w USA nie powinien ponieść ktoś inny, najlepiej poza amerykańskim terytorium i bez większego wpływu na wynik wyborów. Pojawił się więc pomysł ograniczenia eksportu oleju napędowego z USA, zwiększenia jego podaży na rynku krajowym i obniżenia w ten sposób cen. Ostateczny kształt ewentualnych działań nie jest jednak przesądzony, a pełny zakaz pozostaje tylko jednym z dyskutowanych wariantów. Sekretarz energii Chris Wright opowiedział się przeciwko takiemu rozwiązaniu, podczas gdy Donald Trump poparł ograniczenie eksportu.
Europa znalazła się mimo to w trudnym położeniu. W tym roku USA odpowiadały za około jedną trzecią europejskiego importu oleju napędowego, a w sierpniu ich udział sięgnął mniej więcej 50%. Ograniczenie dostaw podniosłoby ceny w Europie, wzmocniło presję inflacyjną i pogorszyło perspektywy gospodarcze. Ryzyko restrykcji eksportowych jest więc kolejnym negatywnym czynnikiem także dla europejskich walut.
EUR/PLN w tym tygodniu przetestował poziom 4,40, co oznacza najsłabsze notowania złotego od dwóch lat. Wskazówką co do dalszego kierunku może być poziom dzisiejszego zamknięcia tygodnia. Jeżeli para zamknie się w pobliżu 4,40 lub powyżej tego poziomu, wzrośnie ryzyko dalszego osłabienia złotego, z kolejnymi poziomami oporu przy 4,45 i 4,50. Powrót poniżej 4,40 dawałby natomiast nadzieję na korektę w kierunku 4,37, a następnie 4,35.
Złotemu pomógłby przede wszystkim przełom w rozmowach z Iranem albo jednoznaczna deklaracja USA, że chcą utrzymać eksport na możliwie wysokim poziomie. Z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych miałoby to sens. Kraj produkuje więcej oleju napędowego, niż sam zużywa, a nadwyżka na rynku krajowym obniżyłaby ceny i wywarła presję na marże rafinerii. Rafinerie mogłyby wówczas ograniczyć przerób ropy, a tym samym zmniejszyć produkcję nie tylko oleju napędowego, lecz także benzyny i paliwa lotniczego. Paradoksalnym efektem mógłby być wzrost cen pozostałych paliw.