Coroczne sympozjum bankierów centralnych w amerykańskim Jackson Hole jest tradycyjnym zakończeniem letniego sezonu na rynkach. Choć wydarzenie straciło część znaczenia, jakie miało w czasach Bena Bernanke, który wykorzystywał je do ogłaszania przełomowych i kluczowych decyzji, koncentracja wystąpień osób mających realny wpływ na globalne finanse pozostaje dla rynków – spragnionych impulsów po letniej przerwie – wydarzeniem nie do pominięcia.
W tym roku nie będzie inaczej. W piątek Kevina Warshe czeka pierwsze wystąpienie w roli przewodniczącego Fedu, a rynki z uwagą obserwują, jaką formę przybierze jego komunikacja. Inwestorzy są również ciekawi, jak Fed odniesie się do serii słabszych danych z gospodarki USA, które napłynęły w ostatnich tygodniach. Obecnie rynki odwróciły wcześniejszy scenariusz: z około 60% prawdopodobieństwa podwyżki stóp procentowych przeszły do podobnego prawdopodobieństwa pozostawienia stóp bez zmian. Według dominujących zakładów stopy powinny pozostać na poziomie 3,75% także po wrześniowym posiedzeniu, a ich wzrost do 4,00% może przesunąć się na późniejszy okres.
Filozofia komunikacji, którą wprowadza Kevin Warsh – zakładająca utrzymywanie rynku w znacznie większej niepewności niż dotychczas – prawdopodobnie nie przyniesie dużych deklaracji. Rynki będą jednak uważnie śledzić wszelkie sygnały dotyczące przyszłej ścieżki stóp procentowych. Oprócz Fedu na sytuację wpływa również amerykański Departament Skarbu, który wysłał na rynek obligacji jasny sygnał, że nie chce widzieć rentowności długich US bonds w okolicach 5,3%, gdzie znalazły się w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Pierwszy krok – zwiększenie skali programu buyback – przyniósł jedynie krótkotrwały efekt, dlatego sekretarz skarbu Scott Bessent musiał zaostrzyć działania. Jak długo utrzyma się ten efekt, pozostaje kwestią otwartą. Jeśli Departament Skarbu zdoła „przetłoczyć” rynek, będzie to znaczący sukces. Jeśli jednak działania nie przyniosą rezultatu, będzie to kosztowny eksperyment, który dodatkowo pogorszy pozycję amerykańskiej skarbnicy i zwiększy koszty obsługi szybko rosnącego długu publicznego.
Ten dług konkuruje w ostatnich miesiącach o uwagę inwestorów z dużymi korporacjami, które zaczęły wykorzystywać emisje obligacji jako źródło finansowania masywnych inwestycji w AI. To zwiększa podaż długu na rynku i wywiera presję na wzrost rentowności.
Od Jackson Hole oczekujemy więc raczej drobnych sygnałów i będziemy wypatrywać każdej wzmianki, która mogłaby wskazać, jak może wyglądać ścieżka stóp procentowych do końca roku. Im bardziej „gołębi” będzie przekaz, tym silniejsze będzie utrzymanie EURUSD powyżej 1,160. Jeśli Fed okaże się bardziej konkretny, niż obecnie zakłada rynek, możliwy jest test poziomu 1,170, a nawet jego przełamanie. Z kolei akcent położony przez Kevina Warshe na ryzyka inflacyjne – wynikające z wysokich cen surowców oraz presji inflacyjnej związanej z wciąż stosowanymi cłami – mógłby zepchnąć EURUSD poniżej 1,160.
Sytuacja dla PLN pozostaje bez większych zmian. Test poziomu 4,30 EURPLN zakończył się dość gwałtownym odbiciem w kierunku 4,33 EURPLN. Bez zmian w oczekiwaniach dotyczących stóp procentowych w Polsce lub USA, złoty pozostanie bardziej wrażliwy na informacje prowadzące do jego osłabienia niż umocnienia. Wynika to głównie ze stabilnego nastawienia NBP, który obecnie nie chce otwierać dyskusji o podwyżkach stóp. Carry – czyli dochód, jaki inwestor uzyskuje z różnicy stóp procentowych w parze USDPLN – jest więc przechylony w stronę USD. To przyspiesza odpływ kapitału i jednocześnie ogranicza jego napływ.
Poziom 4,30 EURPLN pozostaje kluczowym supportem, natomiast rezystencje na 4,33 EURPLN i 4,35 EURPLN są potwierdzone i mogą zostać wykorzystane w przypadku bardziej „jastrzębiego” komentarza w Jackson Hole. Jeśli 4,30 EURPLN zostanie przełamane, rynek może wrócić w kierunku 4,27 EURPLN oraz 4,25 EURPLN.
Dla klientów planujących większe płatności w EUR lub USD piątkowe wystąpienie Kevina Warshe będzie kluczowym momentem w kształtowaniu oczekiwań kursowych na resztę roku.